ŁOPIENKA
Cerkiew w Łopience.
foto. I. Jóźwik.
|
Podczas akcji osiedleńczej nikt z nowych, ściąganych w Bieszczady osadników w tej wsi nie osiedlił się.
Gdy powstał powiat bieszczadzki (po połączeniu 3 powiatów: ustrzyckiego, leskiego i sanockiego) doliną Łopienki zainteresował się historyk sztuki Olgierd Otoczko zajmujący stanowisko powiatowego konserwatora zabytków. Chciał ratować zabytkową murowaną cerkiew i wieś. Za zbyt gorliwe wypełnianie swoich obowiązków został zwolniony z pracy przez nadgorliwych towarzyszy z leskiego Komitetu PZPR.
Był to człowiek twardy i światły. Nie chcąc opuszczać Bieszczadów od 1968 r. podjął się prowadzenia schroniska pod Łopiennikiem i przygotował ciekawy projekt „Studenckiej wioski skansenowskiej w Łopience”. Przewidywał on przeniesienie do doliny Łopienki 7 drewnianych chałup, 3 drewnianych cerkwi, dzwonicy, stodoły, kuźni i spichlerza. Z pomocą kilku zapaleńców (w tym architektów) opracował wszystkie szczegóły projektu. W 1975 r. Minister Kultury i Sztuki nagrodził ten pomysł w konkursie na najlepsze prace z zakresu ochrony zabytków nagrodą specjalną. Entuzjastycznie przyjął też ten projekt Generalny Konserwator Zabytków w Warszawie, a studenci Wydziału Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej wykonali projekty, inwentaryzację i pomiary geodezyjne. Entuzjazm wielu osób ochłodziło oburzenie miejscowych władz w Lesku i Komitet Powiatowy PZPR nie dopuścił do realizacji projektu.
Już w 1972 r. Olgierd Otoczko sprzedał wszelkie posiadane pamiątki rodzinne i za otrzymane pieniądze oczyścił z roślinności mury cerkwi w Łopience wiążąc je w wzmacniając betonową opaską. Jego zaangażowanie przerwała tragiczna śmierć 13 IX 1976 r. w czasie wyprawy w górach Hindukuszu w Afganistanie.
W latach siedemdziesiątych górale z Podhala wypasali w dolinie Łopienki owce, wznieśli w pobliżu cerkwi drewnianą bacówkę, a mury świątyni służyły im jako koszar dla owiec.
Na początku lat osiemdziesiątych w tej uroczej górskiej dolinie powstała latem baza namiotowa Akademickiego Klubu Turystycznego SGGW-AR w Warszawie.
Od 1983 r. Zbigniew Kaszuba rozpoczął z garstką zapaleńców odbudowę cerkwi w ramach działań Towarzystwa Opieki nad Zabytkami i po kilkunastu latach doprowadził prace do szczęśliwego finału. W 1993 r. dach cerkwi ponownie nakryto blachą, w 1995 wstawiono okna i drzwi, w 1996 r. pomalowano dach farbą antykorozyjną i odbudowano kapliczkę na przełęczy Hyrcza. W 2003 r. na odpust jesienny w dniu 5 X cerkiew została otynkowana z zewnątrz.
Dziś mija 20 lat od czasu, gdy Pan Kaszuba bezinteresownie - wraz z innymi ludźmi serca – pracuje nad ocaleniem odchodzących śladów przeszłości w tej malowniczej dolinie górskiej i jej najbliższym otoczeniu.
Dzieje cerkwi i kultu cudownego obrazu Matki Bożej Łopieńskiej.
Zachowane źródła historyczne dostarczają nam cennych informacji o cerkwi, jej uposażeniu, dzwonnicy, kaplicy i kapliczkach przydrożnych, założeniu kalwaryjskim, cudownym źródełku, plebani, proboszczach tego miejsca, cmentarzu, organizacjach cerkiewnych itp.
Z inwentarza cerkwi sporządzonego w 1756 r. wiemy, iż cerkiew piękna i ozdobna ze trzema wierzchami jeszcze nowa miała we wnętrzu „ołtarz wielki Najświętszej Panny Bolesnej” (…) Na boku lewym obraz Matki Najświętszej łaskami i cudami słynący, koronę srebrną na Matce Najświętszej i drugą na Panu Jezusie (…) Jej opis w inwentarzu mówi wyraźnie, iż „miała dwoje drzwi, jedne główne okute żelazem zamykane były na klucz, drugie z zakrystii zamykane od wewnątrz.”
Dzisiejsza murowana cerkiew nigdy nie miała zakrystii i od początku ma troje drzwi. A zatem cudowny obraz był już zapewne wcześniej w cerkwi drewnianej.
Akta kolejnej wizytacji z 1761 r. mówią, iż „cerkiew łopieńska Ś. Parascewy przez tamtejszych parafian z dawna ufundowana, teraz z dochodów od przychodzących ludzi restaurowana w Kollacyi Wm Pana Karsznickiego Podkomorzego Halickiego”.
Niektórzy badacze wysuwają hipotezę, iż obecna cerkiew murowana o typowej XIX w. bryle zaczerpniętej z wzorów austriackich mogła powstać w początku XIX w. (w latach 20 lub 30-tych) z inicjatywy miejscowego proboszcza ks. Andrzeja Ławrowskiego, proboszcza w Łopience w l. 1811 – 1857. Kapłan ten pochodził z bogatej rodziny, posiadał dobre wykształcenie, był dziekanem baligrodzkim i twórcą okazałej biblioteki dekanalnej.
Mapa katastralna z 1852 r. potwierdza istnienie cerkwi łopieńskiej w jej obecnym zarysie. Przeprowadzone prace remontowe w ostatnich latach, podczas których odkryto, iż babiniec ma cieńsze ściany i lichsze mury, a pod nimi pochówki. Powstał więc później od nawy. Odkryto również w nawie cerkwi dwie krypty, w prezbiterium jedną, o pod absydą piwniczkę głębokości 2 m. Można zatem przyjąć okres powstania cerkwi murowanej na lata 20 – 30 - te XIX wieku.
Akta wizytacji dekanalnej w 26 IX 1906 r. dokonanej przez ks. Kipriana Ilnickiego Jasiennickiego mówią, iż „dwa ołtarze boczne, które groziły upadkiem rozebrano podczas remontu przed wizytacją tj. 1906 r.”
Kaplica grobowa.
foto. I. Jóźwik.
|
W 1926 r. E. Chwalewik w swojej pracy „Zbiory polskie” napisał, że „Cerkiew w Łopience posiada stare obrazy i kosztowności ze złota i srebra, złożone tu jako wota przez okoliczną szlachtę”.
W latach międzywojennych cerkiew w Łopience nie miała ikonostasu. Był w niej tylko ołtarz główny z cudownym obrazem Matki Bożej. Postać Matki Bożej ozdobiona była koroną ze srebra i srebrną sukienka.
Po dwóch stronach ołtarza stały ławki lokatorskie, a po lewej stronie prostokątna ambona zawieszona na belkach wystających ze ściany. W nawie przy ławkach dla wiernych stały chorągwie procesyjne. Sufit pomalowany w gwiazdki zdobiły dwa zwisające żyrandole (pajaki) duży i mały, a na ścianach cekwi znajdowały się dwa epitafia z czarnego marmuru poświęcone ks. Andrzejowi Ławrowskiemu (1786 – 1857) i jego żonie Antoninie z Nowosielskich (1793 – 1845).
W latach trzydziestych majstrowie - Żydzi z Baligrodu - przykryli dach cerkwi blachą i założyli rynny. Przy pracach tych pomagali im mieszkańcy wsi i dzieci, aby było taniej. Budynek świątyni został solidnie zabezpieczony przed niszczeniem.
Do dziś jednak nie udało mi się ustalić kiedy i w jaki sposób cudowna ikona Matki Bożej z Dzieciątkiem przybyła do Łopienki. Z opracowań Jej dotyczących wiemy, iż otoczona kultem ikona była we wsi już w 1756 r. Kult ten rósł w wieku XVIII, XIX i XX, a zachowane relacje pamiętnikarskie, literackie i informacje źródłowe potwierdzają ogromną popularność odpustów w Łopience.
Przez ponad 200 lat przybywały na nie wielotysięczne tłumy pątników i pielgrzymów obu obrządków chrześcijańskich (łacińskiego i unickiego) odległych stron Polski, Węgier i Rusi, a w okresie zaborów z całej niemal Galicji i Węgier. Cudowny obraz Matki Bożej Łopieńskiej przyciągał wówczas Polaków z okolic Rzeszowa, Ślązaków od Andrychowa, Słowaków i Węgrów od Użgorodu i Sniny, a kramarzy Żydów aż z Krakowa i wielu innych miast Galicji, a później południowej Polski.
Łopienka była wówczas jednym z najważniejszych sanktuariów maryjnych w diecezji przemyskiej i wraz z Kalwarią Pacławską oraz Starą Wsią pod Brzozowem należała do najliczniej odwiedzanych miejsc odpustowych. Stanowiła też wtedy centrum kultu maryjnego na całe zachodnie Bieszczady.
Odpusty w Łopience odbywały się wówczas 3 razy w roku: wiosną 16 maja w święto Wniebowstąpienia Pana Jezusa, w porze letniej – 13 sierpnia w święto Wniebowzięcia NMP (liczni pielgrzymi mogli spać wówczas pod gołym niebem) i jesienią 21 września w święto Narodzenia Matki Bożej.
Pasjonujący dziś opis takiego odpustu zamieścił Zygmunt Kaczkowski w „Mężu Szalonym”.
Tłumy odpustowego ludu w Łopience mieściły się we wsi, która położona jest pomiędzy bardzo wysokimi górami i tylko jak wąska wstęga, z chat wieśniaczych spleciona, ciągnie się wzdłuż górskiego potoku. … lud tam zgromadzony nie miał się gdzie rozszerzyć i ugrupować, przedstawiał on widok bardzo malowniczy.
Więc zaraz pod cerkwią murowaną, która starymi otoczona drzewy wraz z obszernym dziedzińcem i księżymi zabudowaniami, stoi na wyniosłym pagórku i stąd od południa, jakby umyślnie od ręki robionym tarasem otoczoną się być wydaje, przy wszystkich drogach i ścieżkach porozsiadały się baby przekupki z różnego rodzaju naczyniami, garnkami, rynkami, malowanymi łyżkami, sitkami, skopcami i innym podobnym towarem.
Dalej Żyd z solą, obsadziwszy się żółtymi solówkami, z których jedne już były próżne i bebechami napchane, a inne jeszcze białymi głowami dość bezczelnie świeciły, bo brzuchy już dawno miały przez szachrajstwo wybrane, wabił chłopów przechodnich, zachwalając im sprawiedliwość miary nad miarę i doskonałość warzonki.
Dalej młody chłopak od Beskidu, smukły jak sosna i piękny jak statua marmurowa, w długich jasnych włosach, opadających na okrągłe, brunatną guńką osłonione ramiona, w małym, czarnym, okrągłym kapeluszu, w skórzanych, do lekkiej nogi przysznurowanych sandałach, stoi nad stosem drewnianych fujarek, na płachcie rozścielonej złozonych, i na jednej fujarce smutne przygrywając piosenki i w co rzewniejsze rozkwilajac się tony, wabi chłopów do kupna. ..
Góral gra nieprzerwanie, a echo, odbijając się dwukrotnie w dwóch przeciwległych lasach, powtarza każdej zwrotki ostatnie tony i dodając im z oddalenia pewnego uroku i powagi, pomaga do zachęcenia młodzieży.
Cmentarz w Łopience.
foto. I. Jóźwik.
|
Trochę dalej nad samym już potokiem porozlewały się różnego rodzaju szatry, namioty i budki, w których czerwoni na twarzy szynkarze i wymowni Żydzi sprzedają gorzałkę i piwo.
Przy nich, jako nierozerwalny przyjaciel gorzałki, szewc, ów pijak koronny, rozłożył sklep z butami czarnymi i czerwonymi dla niewiast i dziewek.
Dalej drugi gorzałczny towarzysz, tytuń, na węgierskiej zrodzony ziemi, przez bakuniarzy wniesiony, rozsypał na kilkunastu płachtach pokotem i ciemnobrunatnymi błyszczący liśćmi. …
Niżej, po obydwu stronach potoku, gęsto kładkami przerzuconego, poustawiano budy drewniane, w których na stołach i deskach na poprzek poukładanych, żydowscy kupcy od Krakowa i Białej z bawełnianymi towarami, z dymkami, suknami i innym łokciowym towarem, Ślązacy z płótnami, obrusami i cętkowatymi, pstrymi tkaninami, Węgrzy z bławatkami, jedwabiami i olejkami, inni Żydzi z bakalią, z korzeniami i południowymi owocami, cukiernicy z cukrami, arakami i przyprawną gorzałką, złotnicy z kielichami cerkiewnymi, pierścionkami, oprawami do karabel, szpinkami, czapnicy i kuśnierze z rogatywkami, bobrowymi czapkami dla księży, a lisimi dla ekonomów, z odnowami do futer i całymi baranami, rozciągnęły się długim, podwójnym szeregiem, a mieszcząc pomiędzy siebie małe kramiki z nićmi, igłami, guzikami i innym błyszczącym rupieciem, ostatniego kresu wioski sięgają, nad którym, nad tymże samym potokiem, tylko w cokolwiek obszerniejszym miejscu, bieleje maleńki dwór Pod Lipami.
Opis Łopienki w dziale "Miejscowości i noclegi".
Galeria Łopienki w dziale "Galerie tematyczne".
Strona 1 | 2 | 3 | 4 |
| Opracował: Stanisław Orłowski |
|