ŁOPIENKA
Siwy szlachcic zgarbiony, w popielatym kontuszu i białej rogatywce, sunie bokiem opierając się na trzcinie o gałce złoconej, a tuż przy nim, ale w tył o pół kroku, pleban ritus graeci i mówi coś do szlachcica z uszanowaniem, bo za nimi pachołek garbi się pod lamami i jedwabiami, które szlachcic zakupił na ornaty do zakrystii cerkiewnej jako votum, które uczynił w czasie swej niedawnej choroby.
Na pniu powalonym i jednym końcem walającym się w bystrym potoku, w lisiej czapce, choć w lecie i w szaraczkowym kubraku siedzi leśniczy, a pobereźnik stoi przy nim i trzyma pęk lisich i zajęczych skórek, które dwaj Żydkowie, stojący przy nim oglądając przyganiają im to włos krótki, to barwę niepiękną, to plisze, jednak godzą, kupują i rachując pieniądze na dłoń myśliwego, rzetelnie płacą.
Dalej Cygan z niedźwiedziem, na łańcuchu trzymanym i na dwóch łapach idącym, posuwa się pomału, przygrywając piskliwym głosem na popękanej fujarce, do której to muzyki opalona i w brudne płachty owinięta Cyganka, w takt wybija na małym bębenku. Hurma dzieci pyzatych biegnie za niedźwiedziem, niecierpliwiąc się na tę chwilę, kiedy zacznie tańcować. Mołodycie suną za Cyganką z nieśmiałością i z dala, bo ona w interaktach komedii przecudne rzeczy powiada, zgadując zarówno przeszłość rumieniącą twarze młodych, jak i przyszłość podnoszącą ich serca jakąś słodką nadzieją.
Dalej jeszcze za nimi stoi dzierżawczyni dwóch wiosek z dwiema rumianymi córkami, a podczas kiedy córeczki zagapiają się za niedźwiedziem, mamunia im perswaduje, że nie przystoi córkom szlacheckim oglądać się za tak pospolitą komedią, wyprawianą przez dzikie bestie i Cygany.
Pomiędzy to wszystko snuje się lud różnych ubiorów i różnego rodzaju; snują się także jeszcze olejkarze węgierscy z drewnianymi pudłami na pasach skórzanych zawieszonymi na sobie, a napełnionymi różnej wielkości flaszeczkami; snują się szarlatani dziwacznie poubierani i kazawszy swoim chłopcom ciągnąć za sobą wózek napakowany z czubem, z którego to pakunku wyglądają różnego rodzaju słoje, słoiki i jaszczyki, wywołują w głos dobroć i skuteczność swoich driakwi i spirytusów na różne choroby i dolegliwości.
Snują się także pielgrzymi, z miejsc dalekich powracający pustelnicy z eremów swoich na miejsce odpustu, przybyli dziadowie i żebracy różnego wieku, którzy to idąc o kulach, to czołgając się po ziemi, to przysiadając na wynioślejszych miejscach, pokazują przechodzącym swoje członki opuchnięte i skaleczone wrzaskliwym jękiem stają się zwrócić na siebie ich uwagę.
A kiedy po górach po obu stronach wioski widać jakby rozsiane kupki spoczywających pod namiotami lub pod drzewami, a wąskimi drożynami i ścieżkami z gór się spuszczającymi wysuwają się jeszcze całe wstęgi nowo przybywających podróżnych – to nad doliną wznosi się gwar tak mocny i tak pomieszany, że słuchającemu go z daleka musi przyjść na myśl dawna opowieść o pomieszaniu języków w Babelu.
Na dziedzińcu cerkiewnym znowu inne zajęły mnie rzeczy. A to najpierw ów wielki tłum ludzi, jednych wchodzących na nabożeństwo, a drugich już wychodzących, dalej innych pełzających na kolanach naokoło kościoła, innych leżących krzyżem na środku drogi i proszących jęczącym głosem, aby po nich deptano.
Pod starymi drzewami, otaczającymi dom Boży, o kilka kroków jeden od drugiego, siedzieli księża spowiednicy i mając każdy przed sobą stoliczek drewniany, na który odchodzący od spowiedzi po groszu rzucali, w jednej ręce trzymając stułę i zasłaniając nią usta spowiadających się, drugą ręką naciskających się odganiali.
Matka Boża Łopieńska.
foto. I. Jóźwik.
|
W końcu dziedzińca cokolwiek większy tłum ludzi cisnął się mocniej i stanął kołem. W tym kole leżał człowiek na ziemi i jęcząc przeraźliwie wił się na różne sposoby. Nad nim stał kapłan świecki czy zakonnik jakiś z kropidłem, kropił co chwila leżącego na ziemi i wymawiał przy tym jakieś niezrozumiałe słowa. Im więcej ksiądz kropił, tym głośniej i niezrozumialej krzyczał i tym boleśniej wił się ów leżący na ziemi, a gdy mnie to zadziwiło i zapytałem: co to było? odpowiedział mnie ojciec: że leżący na ziemi jest to człowiek opętany przez diabła, a kropiący ksiądz egzorcysta.
Przed drzwiami cerkwi po obydwóch stronach stały dwa wielkie stoły, za którymi siedzieli dwaj wikariusze i z pomocą diaków czy innych sługusów odbierali od naciskających się do nich pobożnych różne na mszę świętą ofiary. Lud cisnął się do nich z taką gwałtownością, że aż się wywracali niektórzy i suknie darli na sobie, a który się docisnął rzucał prędko co miał, czy kilka groszy, czy kawał płótna, czy chleba kilka bochenków, czy masła osełkę, co służalec odbierał, księdzu zaś powiadał swoje nazwisko i intencję, co znowu ksiądz do rejestru zaciągał.
Lubo to jeszcze wtenczas było blisko trzy godzin do południa, za każdym stołem wielkie już kupy leżały tych ofiar, a spore skrzynki niemal już napełnione były pieniędzmi; do czego i my atrybucja przystąpiliśmy także do jednego z tych stołów i ofiarowaliśmy każdy z nas po dukacie na mszę święta, powiadając: Za pomordowane dusze na Ukrainie.
Tego pobożnego aktu dopełniwszy, szliśmy do cerkwi. Ale ścisk wchodzących i wychodzących był tak gęsty, a drzwi wchodowe tak wąskie, że ani podobieństwa nie było się choć do drzwi docisnąć. .. Odstąpiliśmy od kościoła, a ojciec rzecze do mnie: Nie masz sposobu. Jest to jedno miejsce, gdzie tałatajstwo równym jest urodzonym, jakoż trzeba mu przyznać, że umie tej równości używać. Zmówny pacież choć na dziedzińcu… I tak się stało. Przed obrazem Matki Najświętszej, wystawionym pod drzewem na dziedzińcu, uklęknąwszy, odmówiliśmy pacież, a ofiarowawszy serca nasze za ową krew niewinnie wylaną przez hajdamaków, szliśmy do dworu w gościnę.
W czasie odpustów pielgrzymi korzystali z wody leczniczej cudownego źródła położonego między cerkwią a nowym cmentarzem. Woda z niego pomagała na choroby oczu. Nad źródełkiem stała murowana kapliczka z wnęką, w której umieszczony był obrazek Matki Bożej. Podczas odpustów odprawiano również nabożeństwo przy źródełku. Drugie takie źródło zwane cudownym znajdowało się przy drodze na przełęcz Hyrcza (dziś rosną tam sosny), a woda z niego pomagać miała również na oparzenia.
Tradycja odpustów w Łopience utrzymała się nawet jeszcze a latach okupacji. Po 1941 r. przy drodze prowadzącej do cerkwi w stronę przełęczy Hyrcza ustawiono 13 krzyży drewnianych, które tworzyły małą kalwarię. Ostatni z nich stał przy granicy z Tyskową. W czasie odpustów, trzy razy do roku, odprawiano tu drogę krzyżową. Ostatni odpust w Łopience odbył się w 1943 r. W 1944 r. przechodził już tędy front i nie było takiej możliwości.
Po II wojnie światowej, deportacjach i tzw. zawirowaniach historii I odpust w Łopience I mógł się odbyć dopiero w 2000 r. w wolnej już Polsce. Było to wydarzenie bez precedensu i odbiło się dużym echem w wielu środowiskach inteligenckich. Proboszczem w Cisnej został ks. Piotr Bartnik, człowiek bardzo mocno związany emocjonalnie z Bieszczadami i ich bolesną niekiedy przeszłością, mający wielki dar jednoczenia ludzi dla dzieł Bożych.
Duży wysiłek w przywrócenie tradycji wniosło wiele osób, m.in. Pan Zbigniew Kaszuba umiejący pozyskać ludzi dobrej woli do bezinteresownych prac w celu zachowaniem dziedzictwa kulturowego Łopienki i jej otoczenia, czy Pani Denisiuk z Cisnej, artysta malarz ofiarująca cerkwi w Łopience znakomitą kopię cudownej ikony Matki Bożej.
III odpust w 2002 r. zgromadził dużą liczbę katolików z całej okolicy, turystów, przewodników turystycznych, ratowników GOPR, a TV Kraków relacjonowała jego przebieg. Mszę Świętą celebrowali wspólnie kapłani obrządku łacińskiego ks. Władysław Dubiel, wikariusz z Wołkowyi, ks. Piotr Bartnik, proboszcz z Górzanki, ks, Stanisław Szczepański, emerytowany proboszcz z Wołkowyi oraz duchowni obrządku bizantyjsko-ukraińskiego: ks. Arcybiskup Jan Martyniuk z 2 duchownymi: ks. Andrzejem Żurawiem, proboszczem z Komańczy i ks. Mironem Michaliszynem rodem z Kulasznego. Homilię wygłosił ks. Arcybiskup Jan Martyniak apelując o miłość wzajemną i dobroć. Było to piękne spotkanie ekumeniczne jednoczące wszystkich obecnych na modlitwie wspólnie zanoszonej do Stwórcy.
IV odpust w Łopience odbył się 5 X 2003 r. Mszę Świętą odpustową celebrował ks. Stanisław Szczepański, w latach 1970 - 2002 proboszcz w Wołkowyi, obchodzący jubileusz 50-lecia kapłaństwa z ks. Piotrem Bartnikiem, proboszczem parafii Górzanka, który na odpust przybył pieszo przez góry wraz z grupą pielgrzymów. Sakramentu pojednania udzielał ks. Eugeniusz Suszek, misjonarz z USA. W czasie trwania Eucharystii dotarł spóźniony ks. Miron Michaliszyn, kapłan obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, który po mszy świętej poprosił o głos i w swoim głośnym wystąpieniu poddał krytyce niektórych kapłanów obrządku łacińskiego wywołując niesmaczną atmosferę i oburzenie starszych ludzi, którzy zaczęli wychodzić ze świątyni ze słowami „szowinista”. Klimat pojednania polsko-ukraińskiego stworzony przed rokiem w homilii i wspólnej modlitwie przez Ks. Arcybiskupa Jana Martyniaka został zakłócony.
Łopienka.
foto. I. Jóźwik.
|
Ks. Piotr Bartnik, proboszcz bieszczadzkich parafii w Dwerniku, w Cisnej, a od 3 lat w Górzance z uwagi na swój autentyzm w kapłaństwie, znakomitą znajomość bolesnej historii tych stron i umiejętność łączenia wyznawców obu obrządków chrześcijańskich wpisuje swoją służbą duszpasterską nową tradycję kulturową w tym miejscu. Dzięki jego postawie i serdeczności w każdą wakacyjną niedzielę turyści odwiedzający nasz region mogą spotkać się z Chrystusem w Eucharystii w cerkwi łopieńskiej ofiarując swoją modlitwę dawnym mieszkańcom tej górskiej doliny i osobom zaangażowanym w jej ponowne ożywienie.
Bożej Opatrzności dającej inspiracją twórczą wielu entuzjastom tej górskiej krainy i Łopienki zawdzięczamy to miejsce i klimat Cieszymy się widząc na własne oczy znaki i cuda Boga Wszechmogącego, który posługując się ludźmi – jednoczy nas w różnorodności kulturowej i religijnej na wspólnej modlitwie i radosnym obcowaniu z sobą.
Po tym nas rozpoznawać będą inni, że jesteśmy chrześcijanami, uczniami Jezusa, jeśli się będziemy wzajemnie miłowali. Miłość jest największym charyzmatem i daje nam wstęp do nieba. Nagrodą za miłość jest zbawienie.
Nasze życie nie kończy się tu na ziemi. Dusza ludzka jest nieśmiertelna. Jezus Chrystus nie zostawił nas sierotami. Dał nam Ducha Świętego, abyśmy mogli wytrwać w miłości. Bóg jest miłością. Drogi bracie, droga siostro! Jeśli chcesz żyć wiecznie – miłuj bliźniego. W tym życiu liczy się tylko miłość. Przypomina nam o tym św. Augustyn i Ewangelia Jezusa Chrystusa.
Literatura:
1. Bieszczady. Słownik historyczno-krajoznawczy. Cz. 2 Gmina Cisna pod red. Stanisława Krycińskiego. Towarzystwo Karpackie, Warszawa 1996 s. 234 – 271.
2. Jerzy Kitowski (prof. dr hab.), Przemiany struktur społeczno-gospodarczych obszarów przygranicznych, Przewodnik wycieczkowy, Rzeszów 1995 s. 80 – 84.
3. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, Warszawa 1880 – 1885.
4. J. Bigo, Najnowszy skorowidz wszystkich miejscowości z przysiółkami w Królestwie Galicji, Wielkiem Księstwie Krakowskiem i Księstwie Bukowiskiem z uwzględnieniem wszelkich dotąd zaszłych zmian terytorialnych kraju, Lwów 1904 i 1914.
5. Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej, t. 13: woj. lwowskie, Warszawa 1924.
6. Zygmunt Kaczkowski, „Mąż szalony”, Wybór pism Zygmunta Kaczkowskiego,
t. 1, Warszawa 1900, nakładem Gebethnera i Wolfa, s. 10 – 22.
7. Adam Fastnacht, Słownik historyczno-geograficzny ziemi sanockiej w średniowieczu, cz. 2 (J – N), Brzozów – Wzdów – Rzeszów 1998 s. 129.
8. Tenże, Osadnictwo Ziemi Sanockiej w latach 1340 – 1650, Wrocław 1962.
9. Józef Półćwiartek, Zniszczenia ostatniego najazdu tatarskiego tatarskiego 1672 r. na obszarze ziemi sanockiej, Rocznik Historyczno-Archiwalny 1994, T. VII – VIII s. 17 – 42.
10. Eugeniusz Misiło, Akcja „Wisła”. Dokumenty. Archiwum Ukraińskie, Warszawa 1993.
11. Łopienka. Ocalić historię i współtworzyć nową.
12. Starostwo Powiatowe Leskie. WAP w Rzeszowie, Oddział w Sanoku, Wysiedlanie cudzoziemców 1945 – 1947. Zespół 64, sygn. 80, 96, 97, 99, 100.
13. Tamże, Akta Gminy Cisna 1944 – 1954, sygn. 32
14. Relacje Pana Kazimierza Budzińskiego, urodzonego w 1921 r. w Tyskowej (lat 82), wywodzącego się ze szlachty zagrodowej, zamieszkałego w Stężnicy nr 82. Jako Polak nie był objęty wysiedleniem.
15. Relacje małżeństwa Katarzyny Babicz (1925 r.) i Michała Babicza (1925 r.) lat 78, pochodzących z Łopienki, a zamieszkałych w Cisnej już od 1940 r., gdzie mieszkają do dziś w długiej łemkowskiej chacie przy wjeździe do wsi od strony Leska.
Opis Łopienki w dziale "Miejscowości i noclegi".
Galeria Łopienki w dziale "Galerie tematyczne".
Strona 1 | 2 | 3 | 4 |
| Opracował: Stanisław Orłowski |
|