Jezioro Solińskie
Widok z Zapory.
foto. I. Jóźwik.
 |
ŻAGLE POD JAWOREM, CYLI WOKÓŁ JEZIORA SOLIŃSKIEGO
Turystyczne Bieszczady składają się, rzec można, z dwóch zupełnie odrębnych światów.
Pierwszy to świat lasów i połonin, żubra i jelenia, spoconych pod ciężkimi plecakami wędrowców,
świat myśliwego przyrodnika, leśnika i drwala. Drugi świat, o którym będzie mowa w tym rozdziale,
to świat białych żagli, kajaków i rowerów wodnych, wygodnych domów wczasowych i pensjonatów,
świat żeglarza, wędkarza i wczasowicza.
Budowa w latach sześćdziesiątych zapory wodnej w Solinie całkowicie zmieniła charakter północnej
części interesującego nas regionu.
W miejsce umiarkowanie ciekawej, bardziej podgórskiej niż górskiej okolicy, którą z lekceważeniem
omijali dążący w wysokie Bieszczady turyści, nieliczni wtedy zresztą, pojawiło się olśniewające
urodą jezioro o skomplikowanej linii brzegowej, pełnej malowniczych półwyspów i zatoczek, którym
żeglarze nadają pobudzające wyobraźnię nazwy. W bezwietrzne dni w tafli wody przeglądają się
lesiste wzgórza o stromych przeważnie stokach, nieco niższe niż dawniej, ale wciąż jeszcze
sięgające do 300 m ponad poziom jeziora. Wspaniały krajobraz psuje tylko zbyt agresywna,
"nowoczesna" architektura niektórych ośrodków wczasowych. Ta dobrze zagospodarowana okolica jest
najmniej interesująca dla miłośników samotności na szlaku i kontaktu z nieskażoną przyrodą. W
otoczeniu jeziora nie ma atrakcyjnych szlaków górskich, a dojazd w wysoką część Bieszczadów ( o
ile nie mamy własnego środka lokomocji ) jest utrudniony. Dopiero w ostatnich latach pojawiły
się nieliczne bezpośrednie połączenia autobusowe Polańczyka z Ustrzykami Górnymi. I dla tej
kategorii turystą postaramy się jednak coś znaleźć.
Jezioro Solińskie.
foto. I. Jóźwik.
 |
O CZYM POWINNI WIEDZIEĆ WODNIACY...
Jezioro Solińskie to przede wszystkim domena wodniaków. Żaden polski akwen nie oferuje tak
zmiennych krajobrazów, tylu oryginalnych, ukazujących się nieoczekiwanie widoków, tylu
tajemniczych, zacisznych zatoczek, zapraszających do przycumowania na noc. Wiele tu pięknych
miejsc, do których od lądu prowadzą co najwyżej wąskie, zarośnięte i strome ścieżki, do których
natomiast bez trudu dociera się wodą.
Jest to zarazem akwen stawiający żeglarzowi wysokie
wymagania i zapewniający dobrą zabawę: w wąskich, krętych dolinach ściśniętych zboczami górskimi
hulają najprzedziwniejsze zawirowania wiatrów. Bywa, że różnica stu metrów decyduje, czy
będziemy dziarsko pruć przed siebie, popychani silnym porywem, czy też żagle na długo zwisną
bezsilnie.
No i jest gdzie popływać. Nie są to wprawdzie Wielkie Jeziora Mazurskie, tym niemniej łączna
długość głównych odnóg jeziora wynosi bez mała 50 km. Wypożyczalnie sprzętu wodnego działają w
wielu ośrodkach nad jeziorem. Największy wybór jest w Solinie, Polańczyku i Teleśnicy Oszwarowej.
W tych samych miejscach możliwe jest slipowanie własnego jachtu (odpłatnie).
Zapora w Solinie.
foto. I. Jóźwik.
 |
W sezonie letnim
na jeziorze odbywają się liczne imprezy i zawody żeglarskie. Wymieńmy najważniejsze: w lipcu -
regaty o "Błękitną Wstęgę", w sierpniu - Puchar Prezesa Krośnieńskiego Okręgowego Związku
Żeglarskiego, Puchar Dyrektora WZW "Jawor" i Zakończenie Sezonu Żeglarskiego. Bywały i
wydarzenia większej rangi: mistrzostwa Polski w windsurfingu, a w 1973 r. nawet żeglarskie
mistrzostwa świata w klasie "Hornet", ostatnie w historii tej niesłusznie dziś zapomnianej
klasy.
Mniej przyjazne jest jezioro dla zwolenników najbardziej bezpośredniego kontaktu z mokrym
żywiołem. Z powodu zmienności przepływu Sanu i przepompowywania przez elektrownię poziom wody
może ulegać dużym i szybkim wahaniom ( nawet o 1 m w ciągu doby ). Przy niskim stanie odsłania
się wzdłuż brzegów pas śliskiej i nieprzyjemnej gliny, przy wysokim woda sięga do krawędzi
zarośli, uniemożliwiając spacer.
Amatorów kąpieli w miejscach niestrzeżonych ostrzegamy: dno
niemal wszędzie opada stromo i bywa najeżone zatopionymi gałęziami. Innym niebezpieczeństwem
jest bardzo zimna woda skrywająca się pod nagrzaną warstwą powierzchniową; może ona być
przyczyną szoku termicznego. Nie kąpmy się więc zbyt spontanicznie.
Polańczyk.
foto. I. Jóźwik.
 |
Kąpieliska strzeżone
działają we wszystkich głównych miejscowościach wczasowych nad jeziorem. Bez szans są miłośnicy
nart wodnych i szybkiej jazdy motorówką: na Jeziorze Solińskim obowiązuje strefa ciszy.
Jedynymi jednostkami pływającymi z napędem mechanicznym są tu statki spacerowe "Białej Floty"
oraz łodzie policji i ratowników WOPR.
... A O CZYM WĘDKARZE
Według klasyfikacji Polskiego Związku Wędkarskiego oba jeziora: Solińskie i Myczkowskie,
zaliczają się do wód nizinnych i obowiązują tu ogólne zasady amatorskiego wędkowania (wolno
łowić dwiema wędkami przez całą dobę, oczywiście z przestrzeganiem okresów ochronnych). Inaczej
jest nad uchodzącymi do jeziora rzekami: San, Solinka i mniejsze potoki to wody górskie, kraina
pstrąga i lipienia.
Wolno tu łowić tylko jedną wędką w porze dziennej. Na potoku Wołkowyjka, uznanym za matecznik,
wędkowanie jest całkowicie zabronione. Oba jeziora mają I klasę czystości (choć pod koniec
sezonu letniego bywa z tym różnie). Rybostan jest tu bardzo urozmaicony. Występują gatunki
typowe dla rzek górskich: pstrągi, lipienie, klenie i brzanki. Sztucznie wprowadzono m.in.
szczupaki, okonie, sumy, sandacze, sieje, węgorze i szereg innych.
Zapora w Solinie.
foto. I. Jóźwik.
 |
Karty wędkarskie można
wykupić m.in. w biurze Gminnego Koła PZW w Solinie (zapora blok C), w Gospodarstwie Rybackim w
Wołkowyi, na przystani WZW "Jawor" oraz przy sadzach w Polańczyku (obok promu na wyspę
Energetyka). Gminne Koło PZW organizuje co roku szereg zawodów wędkarskich. Szczegółowe
informacje można uzyskać w biurze Koła; są także wywieszane w gablotkach PZW, m.in. w
Polańczyku (poczta i urząd gminy) i Wołkowyi (gospodarstwo rybne).
WSIE NA DNIE JEZIORA CZYLI O BIESZCZADZKICH ZBIORNIKACH WODNYCH
Jeziora zaporowe w Solinie i Myczkowcach istnieją wprawdzie od lat sześćdziesiątych, ale ich
historia zaczyna się znacznie wcześniej, bo w 1921 r. Wtedy to Francusko - Belgijskie Towarzystwo
Akcyjne "Elektrosan" przystąpiło do budowy elektrowni wodnej w Myczkowcach.
Projekt opracował Zakład Budownictwa Wodnego Politechniki Lwowskiej pod kierunkiem prof. Karola
Pomianowskiego. Przewidywał on spiętrzenie rzeki i przebicie pod tamienim wzgórza Grodzisko
sztolni doprowadzającej wodę do położonej po drugiej stronie elektrowni. Chodziło o
wykorzystanie wyjątkowej konfiguracji terenu: San zatacza za Myczkowcami ogromny łuk długości
prawie 5 km, zbliżając się ponownie na odległość 300 m. Różnica poziomów między dolnym i górnym
ramieniem rzeki wynosi około 7 m. Prace przerwało po dwóch latach bankructwo firmy. Wykonano do
tego czasu sztolnię i część zapory. Drugie podejście nastąpiło w latach 1937-39, kiedy w ramach
rządowego projekty regulacji karpackich dopływów Wisły przygotowano plany zapory w Solinie.
Jezioro Solińskie.
foto. I. Jóźwik.
 |
Tym
razem przygotowania do budowy przerwała wojna. Wreszcie 1955 r. Rada Ministrów zatwierdziła
kompleksowy projekt zabudowy Sanu, w ramach którego na całej długości rzeki miało powstać 16
stopni wodnych z elektrowniami. Do dziś powstały tylko dwa zbiorniki bieszczadzkie; budowa
innych odsunęła się w bardziej nie określoną przyszłość. Zaporę w Myczkowcach wybudowano w
latach 1956-60 według koncepcji zbliżonej do tej z lat dwudziestych i z wykorzystaniem części
powstałych wówczas obiektów. Jest to wał ziemny wzmocniony betonem, długości 460 m i wysokości
17,5 m. Spiętrzone przez nią jezioro ma powierzchnię 200 ha i pojemność 10,9 mln m3. Woda
dopływa sztolnią o średnicy 4,5 m do elektrowni, napędzając dwie turbiny o łącznej mocy 8,3 MW.
Elektrownia pracuje 24 godziny na dobę, zapewniając wyrównany poziom wody w Sanie poniżej zapory.
W latach 1961-68 Karpackie Przedsiębiorstwo Budowy Zapór Wodnych "hydrobudowa 10" wykonało
obiekt w Solinie. Projekt powstał w biurze "Energoprojekt" pod kierunkiem inż. Feliksa Niczke.
Usytuowana w zwężeniu doliny betonowa zapora ma 664 m długości i 82 m wysokości.
W efekcie na miejscu 27-kilometrowego odcinka doliny Sanu oraz 14-kilometrowego doliny Solinki
powstał ogromny zbiornik wodny o powierzchni 22 km2 i pojemności 474 mln m3 - największe
sztuczne jezioro w Polsce.
Zapora w Solinie.
foto. I. Jóźwik.
 |
Soliński zakład energetyczny ma pełną moc 136 MW. Pracuje jako
elektrownia szczytowo - pompowa. Z czterech turbin produkcji czechosłowackiej dwie są rewersyjne:
w godzinach szczytu produkują energię, a w nocy pompują wodę z powrotem do górnego zbiornika,
pobierając z sieci tańszą energię nocną.
średnia wysokość lustra wody nad poziomem morza wynosi
w Jeziorze Solińskim 421 m, a w Myczkowskim 363 m, a więc różnica poziomów między zbiornikami
sięga 60 m. Podstawowym zadaniem obu zbiorników jest nie dostarczanie elektryczności, lecz
zapobieganie powodziom. Kilkakrotnie już w swej karierze powstrzymały wielką falę przyboru,
która niewątpliwie wyrządziłaby ogromne szkody w położonych niżej miejscowościach.
Budowa
solińskiej zapory miała poważne konsekwencje dla regionu. Na terenach, które miały stać się
dnem jeziora, mieszkało około 3000 osób, które musiały przeprowadzić się do wyżej położonych
miejscowości. W całości pod wodą znalazły się wsie: Solina (z licznymi przysiółkami), Teleśnica
Sanna, Chrewt, Podleszczyny, w części wiele innych. Ich zabudowa, w tym kilka obiektów
sakralnych i piękny pałacyk w Sokolu, uległa zniszczeniu.
Ze względów sanitarnych trzeba było
ekshumować trzy cmentarze, wykopać i wywieźć nawóz z obór.
Jezioro Solińskie.
foto. B. Kowalczyk.
 |
W wielu miejscach nie wycięto
natomiast drzew. Przez szereg lat ich kikuty wynurzały się przy niższym stanie wody, utrudniając
lub uniemożliwiając dobicie do brzegu. Powstanie jeziora całkowicie przekształciło krajobraz
okolic Soliny, bardzo korzystnie zresztą, co nie zawsze można powiedzieć o późniejszej
działalności budowlanej na jego brzegach. Są i mniej uchwytne konsekwencje ekologiczne.
Mikroklimat złagodniał, do rzadkości należą tu zwykłe w innych częściach Bieszczadów ostre
mrozy, zmniejszyły się wahania temperatury, zwiększyła się natomiast średnia siła wiatru.
Poważnym potknięciem projektantów zapory była rezygnacja z przepławek dla ryb, przez co
dorzecze górnego Sanu przestało być tarliskiem łososia. Konieczne okazało się sztuczne
zarybianie jezior. Główny ośrodek zarybieniowy mieści się w Wołkowyi.
Do Jeziora Myczkowskiego
wprowadzono amura białego, który ma powstrzymać rozwój roślinności wodnej. Na zakończenie
ciekawostka: polska literatura historyczna ma coś do zawdzięczenia Solinie. W osiedlu
budowniczych zapory spędził wiele czasu Paweł Jasienica, którego córka pracowała tu jako
inżynier budowy. W Solinie powstała znaczna część jego głośnego cyklu esejów poświęconych
historii Polski.
|